Edukacja 4.0, student w goglach, chatboty. Czy to znaczy, że lekcje w szkole będą prowadzić roboty?

Zestaw-VR

Kartezjusz na początku XVII wieku powiedział: „Myślę, więc jestem”, a dziś możemy powiedzieć: „Uczę się, więc jestem”. W dzisiejszym świecie aby być i nie być wykluczonym, trzeba się uczyć. Jeśli sobie to uświadomimy, jeśli to zastosujemy, to już jesteśmy w Edukacji 4.0.

Małgorzata Bujara: Panie profesorze, jesteśmy świadkami nadchodzącej albo dziejącej się już czwartej rewolucji przemysłowej. Czy jest zaś coś takiego jak Edukacja 4.0?

Dr hab. Wojciech Walat, prorektor Uniwersytetu Rzeszowskiego ds. studenckich i kształcenia: – Oczywiście. Edukacja 4.0 jest pewnego rodzaju ideą, która jest sprzężona z Przemysłem 4.0. A Przemysł 4.0 to inteligentne fabryki, czyli takie, w których informacja przepływa od maszyny do maszyny, sterując ich pracą.

A człowiek?

Jeszcze pewnie nieraz podczas naszej rozmowy dotkniemy jego miejsca w świecie 4.0, ale w przypadku inteligentnej maszyny człowiek jest kimś w rodzaju demiurga, który przecież te maszyny i zaprojektował, i poustawiał jej czujniki, i nadzoruje ich pracę. Maszyny są w centrum produkcji, a człowiek nie funkcjonuje w sposób bezpośrednio w procesie produkcji, ale bez człowieka maszyny by nie istniały i nie wypełniały swoich zadań.

Czy więc Edukacja 4.0 to nauka bez nauczyciela? Bo chyba nie bez ucznia.

Uspokoję tu wszystkich nauczycieli i pozbawię złudzeń uczniów:

nawet Edukacja 4.0 nie może wyłączyć z procesu kształcenia nauczyciela. Każdy rodzaj edukacji bazuje na relacjach nauczyciela z uczniem.

Edukacja 4.0, porównując ją do Przemysłu 4.0, ma bazować na informacji, która jest poza miejscem uczenia się, jest w „informacyjnej chmurze”. Sięgamy po te zasoby poprzez urządzenia, które są połączone sieciowo z zasobami internetowymi. Mało tego – te zasoby są inteligentne. Myślę tu o inteligencji i maszyny, i programu komputerowego.

Już dziś nawet najmłodsi uczniowie, słuchając nauczyciela, który posługuje się tylko tradycyjną książką, uważają, że przecież wszystko jest w internecie, po wszystkie te informacje można w dowolnej chwili sięgnąć. I na tej prostej konstatacji także opiera się Edukacja 4.0. Z tym że nie wystarczy oczywiście taki prosty wniosek, że wszystko gdzieś tam jest. Zarówno nauczyciel, jak i uczeń w procesie edukacji muszą wiedzieć, jak po te informacje sięgnąć, gdzie ich szukać, jak je wykorzystać i w jakim celu.

Edukacja 4.0 jako pewna idea ma korzystać z pomocy zasobów internetowych po to, by tworzyć inteligentne strategie uczenia się wg potrzeb ucznia i wg celów, które określa właśnie nauczyciel.

Tak jak w Przemyśle 4.0 czujniki maszyny wysyłają sygnał, jak przebiega cały proces wytwarzania, a odpowiedni program komputerowy dopasowuje parametry maszyn do potrzeb technologicznych, tak w Edukacji 4.0 program kształcenia, opracowany przez nauczyciela, jest realizowany lekcja po lekcji, ale już wszelkie potrzebne dane, materiał nauczania oraz informacje o sposobie uczenia się ucznia powinny być dostarczone obydwu stronom poprzez odpowiednie systemy i programy komputerowe bazujące na inteligentnych systemach informacyjnych. To nie kwestia mody czy czasów, ale efektywności uczenia się. Dzięki temu nauczyciel będzie mógł elastyczniej dopasowywać program kształcenia do możliwości i postępów edukacyjnych ucznia.

Podsumowując: Edukacja 4.0 to przyszłość, która powinna doprowadzić do opracowania inteligentnych systemów wspomagania nauczania i uczenia się zarówno nauczyciela, jak i ucznia. W Edukacji 4.0 na pewno nie chodzi o wyeliminowanie człowieka.

I naprawdę nie ma takich pomysłów, by nauczyciela zastąpić robotem?

Najefektywniej uczymy się w relacjach człowiek-człowiek. Na świecie są podejmowane próby zastępowania nauczyciela maszyną, wprowadzania tzw. uczenia się mechanicznego, ale to zdaje egzamin tylko w przypadkach, kiedy trzeba wyćwiczyć powtarzalne, perfekcyjnie wykonywane czynności, które nie wymagają myślenia twórczego. Dotyczy to na przykład takich czynności zawodowych jak choćby spawanie.

Jeśli mielibyśmy w hali produkcyjnej 25 maszyn sterowanych przez komputery, to one będą działały w podobny sposób, wykonując te same czynności w podobnym czasie. W klasie jest 25 uczniów, a efekty kształcenia pojawiają się w różnym czasie i są bardzo różne. Każdemu uczniowi potrzeba innej liczby powtórzeń do opanowania zadanej umiejętności. Tutaj świetnie sprawdziłoby się wspomaganie uczenia się przez Edukację 4.0, czyli wprowadzenie inteligentnych programów, które monitorując pracę kilkunastu – kilkudziesięciu uczniów, jednocześnie dają informację zwrotną każdemu z nich i nauczycielowi, jak trzeba doregulowywać proces kształcenia.

Właśnie. Czytałam, że w USA testowane są takie programy, dzięki którym dla każdego ucznia przygotowywany jest inny program nauczania, dostosowany do jego możliwości i potrzeb. To indywidualny program komputerowy. A przechodząc do studiów…

Na uniwersytecie tworzymy właśnie testową wersję platformy wirtualnej do kształcenia językowego. To immersyjna nauka języka obcego, w której student, zaopatrzony w gogle, będzie „wchodził” do wirtualnej przestrzeni, np. będzie złudzenie przebywania na lotnisku czy w bibliotece. Tam „spotka” chatbota, z którym będzie rozmawiał. Chatbot na wstępie zapyta go o to, co chce wykonać, np. na lotnisku będzie musiał przejść odprawę. W zależności od tego, czy student będzie odpowiadał prawidłowo, czy nie, to albo przejdzie tę odprawę, albo jej nie przejdzie. W trakcie tej rozmowy będzie otrzymywał podpowiedzi. Parametry ustawi oczywiście człowiek, w zależności od tego, na jakim poziomie językowym jest student i jakie efekty uczenia się chcemy osiągnąć.

Wprowadzamy ten projekt dwutorowo: wersję trudniejszą dla studentów filologii oraz prostszą dla lektoratów językowych.

Student w goglach, chatbot, świat wirtualny. Coś czuję, że jesteśmy coraz bliżej Edukacji 4.0.

W tej nowoczesnej edukacji, wbrew pozorom, nie chodzi głównie o takie atrybuty. Proszę sobie wyobrazić, że szeroko prowadzone badania pokazują, że student przygotowywany do Przemysłu 4.0 wcale na pierwszym miejscu nie ma opanowanych umiejętności technologicznych.

Kolejne kompetencje to: umiejętność określenia priorytetów (celów), umiejętność pracy w zespole, zarządzanie czasem oraz umiejętność analizy danych.

Tak więc znajomość technologii wcale nie jest na miejscu pierwszym. To bardzo zaskakujące, że Przemysł 4.0 bazujący na robotyzacji oczekuje przygotowania ludzi o przeważających kompetencjach miękkich.

Gdy w Rzeszowie powstawał oddział Deloitte, prezes tej firmy zapytał mnie tylko o to, czy do palety języków obcych, których już na uczelni uczymy, możemy wprowadzić drugi język, niszowy, np. ukraiński czy estoński. Jeśli bowiem firma utworzy oddział w którymś z tych krajów, musi tam w krótkim czasie mieć przygotowanych do pracy informatyków znających miejscowy język i kulturę.

Szef firmy 4.0 powie tak: „Jeśli chodzi o sztywne standardy, twarde kompetencje, to my cię szybko sami wyszkolimy. Posadzimy cię przy komputerze i ty się szybko nauczysz czynności zawodowych. Natomiast jeśli nie znasz języka obcego, nie umiesz określić priorytetów, kiedy masz do rozwiązania dwa, trzy zadania jednocześnie, to nie nadajesz się do naszej firmy, i szerzej – nie nadajesz się do pracy w Przemyśle 4.0”.

Okazuje się więc, że o powodzeniu i firmy, i pracownika w firmie decydują jego umiejętności adaptacyjne. To, czy i jak szybko potrafi się dostosować do profilu firmy, do stylu pracy pozostałych pracowników, oczekiwań pracodawcy i klienta.

To jednak niesamowite.

Och, to tak naprawdę nie są odkrywcze rzeczy. Pod koniec lat 80. i potem w latach 90., kiedy my dopiero budowaliśmy nasz współczesny, wspaniały świat, w krajach zachodnich już rodziły się początki Edukacji 4.0. Już wtedy ustalono, najpierw cztery, potem siedem kluczowych kompetencji współczesnego człowieka, takich, które mają wynikać z edukacji. W ogóle nie budowano tych kompetencji kluczowych na bazie wiedzy. Pierwszą kompetencją jest kompetencja uczenia się. W 1996 roku Jacques Delors, były przewodniczący Komisji Europejskiej, w swoim raporcie napisał, że należy uczyć się, aby wiedzieć, tzn. aby zdobyć narzędzia rozumienia, uczyć się, aby działać, aby móc oddziaływać na swoje środowisko, uczyć się, aby żyć wspólnie, aby uczestniczyć i współpracować z innymi na wszystkich płaszczyznach działalności ludzkiej, wreszcie należy uczyć się po prostu po to, aby być.

Kartezjusz na początku XVII wieku powiedział: „Myślę, więc jestem”, a dziś możemy powiedzieć: „Uczę się, więc jestem”. W dzisiejszym świecie, aby być i nie być wykluczonym, trzeba się uczyć.

Jeśli sobie to uświadomimy, jeśli to zastosujemy, to już jesteśmy w Edukacji 4.0. To dlatego atrybuty technologiczne na tym poziomie edukacji wcale nie są aż tak istotne.

Nawet dostęp do internetu nic nam nie daje, gdy nie uczymy się w sposób świadomy – celowy.

Kolejne kompetencje, już wtedy określane, to znajomość języków obcych, praca zespołowa i komunikacja międzyludzka. Razem z uczeniem się mamy już wtedy określone cztery podstawowe kompetencje, które dziś odnajdujemy w charakterystykach sylwetki studenta 4.0 właściwie na wszystkich kierunkach studiów.

Kiedy czytam o Edukacji 4.0 w odniesieniu do uczelni wyższych, najczęściej pojawia się termin studiów dualnych, których głównym założeniem jest przeznaczenie znaczącej części procesu edukacji na praktykę w zakładach pracy.

System edukacji dualnej sprawdza się wtedy, gdy potrzebne jest rozwinięcie i ukształtowanie tzw. twardych kompetencji zawodowych. Jest to z powodzeniem stosowane w wielu krajach, gdy w realnych warunkach pracy kształtowane są i weryfikowane kompetencje zawodowe wynikające z charakterystyki pracy w danym zawodzie.

Uniwersytet jest jednak uczelnią typowo akademicką, w której dyscypliny z zakresu nauk podstawowych są nam najbliższe: biologia, filozofia, matematyka czy nawet socjologia nie przekładają się bezpośrednio na przygotowanie zawodowe studentów. Dopiero poprzez przeróżne specjalizacje studenci nabywają przygotowanie ogólne i część kompetencji zawodowych, resztę i tak muszą zdobyć już w trakcie pracy w konkretnym zawodzie.

Ale uniwersytet prowadzi również kierunki inżynierskie, dlatego rozważamy wprowadzenie takich studiów dualnych.

Trudno chyba jednak uniwersytetowi odwrócić się od procesów zachodzących na rynku pracy, zmian w przedsiębiorstwach.

Oczywiście. Dlatego w tym roku akademickim pomyśleliśmy także o podniesieniu kompetencji naszych nauczycieli akademickich w kierunku realizacji kształcenia na poziomie Edukacji 4.0. Wprowadziliśmy kurs z e-learningu. Robimy to po to, by nasi nauczyciele zdobyli potrzebną wiedzę na temat praw autorskich, które muszą być przestrzegane przy budowaniu otwartych uniwersyteckich zasobów informacyjnych, czyli cyfrowych bibliotek przyszłości. Chodzi o prace naszych naukowców udostępniane w sieci. Nasi nauczyciele, przechodząc przez ten kurs, przekonują się, że prace ich autorstwa mogą być dostępne powszechnie w sieci i – uwaga – mogą być modyfikowane. Nieraz trudno im się z tym pogodzić. Jednak według licencji CC (creative commons ) każda modyfikacja musi być wyraźnie oznaczona, a do oceny odbiorcy pozostaje to, czy dokonana modyfikacja jest lepsza, czy gorsza od wyjściowego kształtu pracy. Jednak w każdym przypadku poprawka jest widoczna i ujawnia jej autora.

Podczas kursu nasi nauczyciele poszerzają także swoje kompetencje o umiejętność tworzenia systemu nauczania w sieci, który polega nie tylko na umieszczeniu na swojej stronie WWW materiałów do ściągnięcia w PDF-ie. To już nie jest np. zestaw pytań, który trzeba „przeklikać”, aby prawidłowo na nie odpowiedzieć, ale najczęściej trzeba rozwiązać złożone zadanie wirtualne.

Trzecim modułem kursu e-learningowego jest stworzenie co najmniej początkowej wersji takiego programu nauczania.

Praktyczne opracowanie kursu to dla wielu osób z naszej kadry przełamanie barier mentalnych, przekonanie się, że nauczać studentów można także poprzez e-learning, a nie tylko za pomocą tradycyjnych zajęć i książki (ustawa o szkolnictwie wyższym dopuszcza, że maksymalnie 60 proc. zajęć może być prowadzona w sieci, a pozostałe 40 proc. musi przebiegać w sposób tradycyjny). Na zasadzie e-learningu mogą być prowadzone głównie wykłady i ćwiczenia konwersatoryjne. Oczywiście w ten sposób nie można prowadzić zajęć laboratoryjnych, ale już materiały informacyjne do laboratoriów można w ten sposób gromadzić.

Już dzisiaj potrzebna nam informacja gdzieś jest, krąży w sieci, tylko trzeba umieć ją znaleźć. My musimy uczyć studentów, żeby nie tylko umieli ją znaleźć, nie tylko wiedzieli, jak ją znaleźć, ale chcieli jej poszukać – a przede wszystkim wiedzieli, po co jej poszukują.

A czy i jak Edukację 4.0 można wprowadzać do szkolnictwa podstawowego?

Eksperymentalne rozwiązania w krajach Europy Zachodniej polegają na tym, że dzieci otrzymują tablety z programem nauczania dopasowanym do indywidualnych potrzeb i możliwości każdego z nich. Program nauczania elastycznie dostosowuje się do zdolności ucznia. To jest wg mnie najbliższe modelowi uczenia się w systemie Edukacji 4.0.

Samo instalowanie komputerów w klasach, tworzenie nowoczesnych pracowni komputerowych z oprogramowaniem typowo biurowym właściwie niczego nie rozwiązuje. Tylko programy komputerowe przeznaczone dla konkretnego ucznia są formą nowocześnie rozwiniętego podręcznika. W dodatku rozwiniętego inteligentnie, który dostosowuje się do potrzeb ucznia już na wczesnym etapie kształcenia. Np. jeśli uczeń ma problem z czytaniem – powiększa literki, podpowiada ich wymowę.

 

site:http://rzeszow.wyborcza.pl/rzeszow/7,34962,24230483,edukacja-4-0-student-w-goglach-chatboty-czy-to-znaczy-ze.html

Avatar

Dawid Pałka

Piszę od::  29 marca 2018

Pisarz, felietonista, filantrop. Uwielbia tematy związane z Przemysłem
i rozwojem nowych technologii. Osobiście pasjonat wędkarstwa i stolarki.

Pozostaw komentarz